Od sześciu miesięcy trwamy w
bogatym w rocznice roku 2017. I chociaż w każdym celebrujemy jakieś ważne
rocznice, dziś skupimy się na tylko jednej. Będzie ona z piątką i zerem, bo
jakże inaczej?
Do pierwszej połowy lat 60-tych Beatlesi grali wizytówkowy dla tego okresu rock'n'roll, dając jednocześnie impuls innym muzykom, aby poszli tą samą drogą. Beatlemania, niczym rakieta wystrzeliła z Wysp Brytyjskich w kierunku Europy, USA by, jak to ujął Allan Williams - "zatoczyć szeroki krąg nad całym światem" . Szał skutkował m.in. założeniem w Szwecji The Hep Stars, w którym na klawiszach grał późniejszy współzałożyciel Abby - Benny Andresson. Nie w sposób pominąć Polski, gdzie tutejszą estradą rządził urodzony w Pułtusku Krzysztof Klenczon z Czerwonymi Gitarami.
Koncerty dla The Beatles stanowiły ważny i obowiązkowy punkt promocji. Zjawisko wielkiej manii ze strony fanów był obecny na każdym ich występie. Piski i omdlenia wielbicielek, nieskończone interwencje policji i służb porządkowych, hałas i euforia to tylko niektóre i "stałe" części tras. Im dłużej trwały, tym bardziej męczyły członków kwartetu. Kilka tygodniu po premierze innowacyjnego albumu "Revolver', 29 sierpnia 1966 roku w Candlestick Park w San Francisco miał miejsce ostatni koncert na regularnej trasie koncertowej. Po końcowym utworze panowie zapakowali się do samochodu i odjechali.
Pięćdziesiąt lat temu nastąpił przełom. Jego kroki usłyszeć można było na wspomnianym "Revolverze", a istny wstrząs miał dopiero nadejść.
Beatlesi zamknęli za sobą drzwi do studia przy Abbey Road jesienią tego samego roku z mocnym postanowieniem stworzenia materiału zupełnie odbiegającego od swoich poprzednich dokonań. Miejsce czterech ugrzecznionych chłopaczków w garniturkach miał zastąpić paradny kwartet w kolorowych, jaskrawych ubraniach łączący muzykę rockową z instrumentami dętymi. W założeniu płyta przyjęła kształt punktu granicznego, ostatecznie kończąca stary, skoczny okres, a oficjalnie rozpoczynająca o wiele bardziej kreatywny, rozbudowany rozdział ich historii.
Pod znakiem tej płyty nieodłącznie figuruje liczba 400. Tyle bowiem godzin muzycy poświęcili na przygotowanie całego konceptu przenosząc go z zapisanych skrawków papieru poprzez instrumenty i inne maszyny w studio na nośnik magnetyczny. Dało to razem 134 tygodnie sesji nagraniowych.
Wspomniane oznaki gruntownych przemian były widoczne nawet w tytule dzieła. W latach 60-tych rodziły się zespoły przyjmujące kilkusłowne nazwy. W tej podniosłej chwili Beatlesi chwycili za tę modę mianując fikcyjną trupę "Orkiestrą Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza", co tylko podkręciło całą koncepcję, która oficjalnie została zaprezentowana 1 czerwca 1967 roku.
W chwili trwania
konfliktu wietnamskiego oraz u progu wybuchu arabsko-izraelskiej "wojny
sześciodniowej" świat otrzymał
swojego rodzaju "ścieżkę dźwiękową" Lata Miłości. Zbuntowani i
przeciwstawni polityce Stanów Zjednoczonych hipisi natychmiast okrzyknęli
Wielką Czwórkę muzycznymi "kaznodziejami" miłości i pokoju. W czasie
ogromnego korzystania z tzw. "używek" wielu artystów tworzyło
bajeczne teksty piosenek. "Sierżant" jako sztandarowy przykład albumu
rocka psychodelicznego pełen jest takich odniesień, o czym świadczy utwór
"Fixing A Hole" Paula McCartneya. Kontrowersyjna inspiracja, w
przypadku "Sierżanta" nie umniejsza mu roli płyty przełomowej.
Przeciwnie. Ona wręcz dodaje mu kolorów. Jest to zdecydowanie odejście od
standardów rock'n'rolla jak i również odważne dążenie ku nowym, nowatorskim i
pozakanonicznym brzmieniom. Paradoks jednak wyraźnie podkreśla wejście nowego
nurtu do kanonu, z którego inny artyści mogą czerpać inspiracje.
"Sierżant" był, jest i zawsze będzie powracającą Ikoną. Wracał przy okazji reedycji katalogu dyskograficznego, rocznic, premier encyklopedii muzycznych i okazyjnych artykułów. Na krótko przed 1 czerwca "Sierżant" wrócił w ekskluzywnej odsłonie. Giles Martin - syn zmarłego rok temu producenta George'a Martina, znany ze współprodukcji albumu "Love" oraz przygotowania reedycji składanki "Ones" stworzył zupełnie nowy miks stereo materiału. Jest to okazja do odbycia wyjątkowej podróży w rok 1967, a konkretnie - do odwiedzenia studia nagraniowego. Materiały dodatkowe obejmują bowiem wersje demo wszystkich trzynastu utworów ustawionych w chronologicznym porządku ich powstawania. Próbkę mogliśmy wysłuchać niespełna miesiąc temu za pośrednictwem portalu magazynu "The Guardian", który ujawnił podejście nr 9 kompozycji tytułowej. Fani The Beatles mogą przypomnieć sobie niezwykły dokument telewizyjny, wyprodukowany w 1992 roku, ujawniający kulisy tworzenia płyty. Będzie to, na chwilę obecną, najdoskonalsze wydanie Ikony.
Fani Beatlesów
na całym świecie zapowiedzieli wydarzenia związane z 50-leciem "Sgt.
Pepper's Lonely Hearts Club Band". W ich poczet zalicza się niedawny zlot
członków Lubelskiego Fanklubu The Beatles w Wielbarku podczas weekendu
majowego. Nasza organizacja przeżyła trzy magiczne dni w atmosferze przyjaźni i
integracji muzycznej. I nie ma się co dziwić, bowiem ów wydarzenie zostało
zorganizowane przez prawdziwych Fanów chcących uczcić, kontemplować i promować
dorobek autorów "Orkiestry Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz